sobota, 24 maja 2014

Nuda wnętrzarska

 Tym razem z cyklu muchowy wikiped wnętrzarski z przymrużeniem oka.

Nuda wnętrzarska - stan umysłu spowodowany brakiem dłuższych zmian w otoczeniu, w którym przebywamy dłużej niż 10 godzin dziennie.

W zależności od przywiązania do danego miejsca , wpływu otoczenia na własną strefę emocjonalną,  czy bezpośredniego lub pośredniego braku możliwości dokonania w nim zmian, nuda wnętrzarska może pojawić się w okresie czasu od dwóch dni do osiemdziesięciu lat. Może również trwać niezmiennie, a towarzyszyć jej będą ciągłe zmiany w otoczeniu. 
Brak stanu nudy wnętrzarskiej obecny jest u osób niewrażliwych na najbliższe otoczenie lub zaspokojonych aktualnym stanem posiadania.
Nuda wnętrzarska nie jest chorobą psychiczną ale jej długi brak może już świadczyć o odchyleniu ;)) 

Na tej podstawie wyróżniłam 6 pokoleń nudy wnętrzarskiej: 

Pokolenie meblościanka - z braku możliwości dokonania zmian lub z powodu jednorazowego przydziału meblościanki czy zestawu nowożeńców  na całe życie, nuda wnętrzarska u większości została uśpiona do czasów kapitalizmu. Dokonywano pewnych prób zmian w otoczeniu  np. instalacjami na ścianach , głównie zauważalne w pomieszczeniach kolejnego dorastającego pokolenia IKEA. Pokolenie meblościanka w obecnych czasach w stanie zaniku. Są jednak wyjątki, które do dziś pozostają wierne swoim solidnym i funkcjonalnym meblom jak np. łóżku chowanemu w meblościankę . 

Pokolenie plastikowe krzesełko- to okres wczesnego kapitalizmu. Zachłyśnięte ilością dóbr importowanych z zachodu, ze szczególnym upodobaniem do tworzywa sztucznego . Nuda wnętrzarska pojawiała się w zależności od  wyszukanej okazji, nowości czy promocji na rynku ( tu dosł.  na rynku). 

Pokolenie IKEA - to okres późnego kapitalizmu. Głównie mieszkańcy dużych aglomeracji miejskich i podmiejskich , rzadziej wiejskich.  Nuda wnętrzarska pojawiała się średnio od jednego do dwóch, trzech miesięcy w zależności od możliwości wykonania kolejnej niedzielnej eskapady do sklepu meblowego, czy dostępu do nowego katalogu IKEA. Pokolenie jest nadal bardzo aktywne.

Pokolenie Krasnoludek- To głównie posiadacze ogródków, ogródków działkowych , tarasów  a także często podróżujący do sąsiadów z zachodu w celach zarobkowych. To pokolenie upodobało sobie rzeźby z betonu i gipsu oraz styl rokoko-ko. Nuda wnętrzarska pojawia się zazwyczaj przy okazji dłuższego przebywania za kierownicą, za granicą oraz w korku na granicy. Dziś pokolenie to ewoluowało, granicy z zachodem nie ma, są autostrady i stan nudy wnętrzarskiej pojawia się już częściej w sklepach budowlanych przy okazji kupna kosiarki. Szczególnie zauważalny w dziale betonowe płoty, betonowe balustrady, fontanny i wodotryski.

Pokolenie kredens Radziwiłłów- współczesne ,  bardziej majętne . Stan nudy wnętrzarskiej stłumiony posiadaniem dóbr wytworzonych, zakupionych lub odziedziczonych z pokolenia na pokolenie. Pozostaje w uśpieniu do późnej starości. 

Pokolenie Allegro -  nuda wnętrzarska daje o sobie znać spontanicznie i przy okazji zastrzyku większej gotówki. Fani zagranicznych sklepów wysyłkowych jak Westwing.com , Made.com oraz tradycyjnych portali allegro.pl i olx.pl 

A Wy jakim jesteście pokoleniem? 
Dla przykładu nowa piękna stylizacja domu mojej mamy. To, co po niej mam to miłość do  Skandynawii i nudę wnętrzarską , która trwa bardzo krótko bo nie cały miesiąc góra dwa. 
Zdecydowanie obie jesteśmy pokoleniem Ikea i chyba dobrze nam z tym :)

Nowy taras  i amsterdamskie tulipany mojej mamy.  Foto Muszka

Jadalnia u mamy. Foto Muszka

Jasny salon mamy w bieli i błękicie  Foto Muszka

Taras i styl marynarski w nadmorskim domu u mamy. Foto Mama 


Stary kot ale nowy mebel wypoczynkowy ;) Foto Mama









czwartek, 27 marca 2014

Wiosna zaskoczyła Polaków

Mówi się, że w "marcu jak w garncu", ale żeby zaraz  z zupą jarzynową, taką gorącą i pełną kolorów? Tego się nie spodziewałam!  
23 marca : Poranne targowisko warszawskie uderza  gorącem (25'C), plejadą różnobarwnych tulipanów, hortensji , żonkili i bazi. Wszystko w pełni rozwinięte, soczyste, świeże i pachnące. Zabieram do domu kawałek wiosny. Nie mam balkonu ani tarasu i tak bardzo brakuje mi łąki pełnej kwiatów. 
Nie mam też doświadczenia w ogrodnictwie, poza wyrywaniem chwastów, dlatego jeśli mój filmik (z resztą zrobiony też pierwszy raz w życiu ) będzie bolesny dla pasjonatów ogrodnictwa, to proszę wybaczcie mi. Chętnie przyjmę nauki prywatne z dziedziny sadzenie kwiatów i pielęgnacja, jeśli tylko pozwolicie mi przy tym poleżeć u was plackiem na trawie :))

Namiastka ogrodu :) Foto Muszka

A tak to się wszystko zaczęło. Foto Muszka


Z  niezbyt atrakcyjnych słoików :) Foto Muszka

Z lampionu powstała mała szklarnia. Foto Muszka

I ptaki wróciły z Afryki :) Foto Muszka



piątek, 21 marca 2014

Wagary po warszawsku

Czy szkoła czy nie szkoła , tradycja musi być wagary obowiązkowe. Kiedyś Fiat 126p , wino, park i Koszalin. Dziś bardziej hipstersko, warszawsko , lansersko aaa co!  Latające Holendry,  Veg Deli na Powiślu i okularsy na i  przeciw słońcu. 
Veg Deli zaprasza Foto Muszka



Uwielbiam żarówki na lince. Foto Muszka


Antresola nadała miejscu domowy przytulny klimat mimo surowej bieli. Foto Muszka

Wiosenna Muszka Foto Duża Mucha 

piątek, 14 lutego 2014

Troszkę... romantyczniej ;)

Nie planowałam w zasadzie  organizować niczego specjalnego na Walentynki , bo to kolejny normalny dzień miłości w moim życiu, ale jakoś tak samo wyszło, że dałam się porwać i zrobiło się u nas troszkę ... romantyczniej :)
Coffee czeka na pana :) Foto Muszka

Coffee pozuje :) Foto Muszka

Tutaj Coffee naprawdę pozuje. Potrafi tak nieruchomo przez 2- 3 minuty :) Foto Muszka
:)

piątek, 17 stycznia 2014

Zimowisko

W takim dniu jak dziś, a zapewne taki właśnie dziś jest dzień , kiedy jedną nogą dotykamy  weekendu , a drugą zbliżających się ferii ( w W-wie tuż tuż ), dzieciaki myślą o bitwie na śnieżki, zjazdach na sankach bez hamulców z największej góry świata , padaniu tyłem w zaspy i o patriotycznym konkursie na stawianie orła tudzież dla tęskniących za Kolędą pięknego aniołka. 
A dorośli (jak w popularnej piosence)...stawiają kołnierze i rozgrzewają się na straszliwym mrozie. Najważniejsze to dobrze się zabezpieczyć przed wychłodzeniem, no i ... dobrze się bawić oczywiście. Nie ma przecież nic lepszego niż grzaniec na leżaczku z widokiem na góry,  relaks w Apres Ski pod stokiem po całym dniu szusowania , czy wspólne biesiadowanie z lampką koniaku przy kominku. Na szczęście dzieciaki nie myślą tak jak dorośli, a dorośli jak dzieciaki ( no chyba , że przesadzą z rozgrzewaniem, wtedy zimowy świat staje na głowie) i w jednej  kwestii wszyscy są zgodni. Żeby tylko spadł śnieg! Niech zasypie szary świat, niech zmieni go w krainę jak z Narnii , niech skrzy się i prószy w słoneczku.  No bo co to za zimowisko bez zimy? 
Musi być biało, żeby się działo! 

A w takim dniu jak dziś , a zapewne taki dziś jest dzień marzenia się spełniają :) 


Pod koniec grudnia spełniło się moje marzenie. Spędziłam z rodziną przepiękne święta w górskiej chatce wysoko w zaśnieżonych francuskich Alpach . Miałam okazję przekonać się , że nie ma zimy bez śniegu. A gdy  już spadł to działo się  tak:



Samotna wyprawa na rakietach do lasu :) Foto Muszka

Zimowe owoce Foto Muszka


Widok z okna o poranku. Foto Muszka

Nasza chatka w oddali Foto Muszka

Nasza chatka po lewej Foto Muszka

Właścicielka domku jest ogromną miłośniczką wystroju wnętrz . Czułam się jak w niebie :)
Salon na -1  Foto Muszka

Sypialnia Foto Muszka

Plakat znanego kurortu we Francji Foto Muszka

Drzwi tarasowe Foto Muszka


Mama codziennie rano dawała  miseczkę mleka na dzień dobry panu kotu Foto Muszka

Nasza sypialnia Foto Muszka

Okiennice na tarasie Foto Muszka
W jadalni Foto Muszka


Foto Muszka







poniedziałek, 16 grudnia 2013

Prawdziwy vintage małego Wicia

Mały Wiciu w krótkich gaciorkach, wraz z kumplami z podwórka zakradał się do lokalnej pijalni, gdzie tylko dorosłym, za przyzwoleniem z racji stosownego wieku,wydawano piwo, wino i inne trunki. Tam ciężko zarobione, bądź załatwione pieniądze na zbiorach butelek, makulaturze,  wyproszone od dziadka, babci, od mamy z reszty z zakupów czy wydłubane finką ze świnki zamieniali nie na zakazane płyny a na monety. A po co ? A na "żydka". Niech szczęście dziś przyniesie. Lecz owym "żydkiem" nie był sympatyczny pan z pejsami i brodą , ale magiczna maszyną wisząca na ścianie.  Wyposażona w złotą gałkę do przekręcania metalowym człowieczkiem z koszyczkiem , kilka przeszkód z gwoździ i co najważniejsze wlot , zębatkę i wylot monet. Najczęściej, po nieudanej próbie złapania złotówki do koszyczka, pieniążek przepadał w niedostępną część maszyny, a ściślej mówiąc za szybkę, tak by kusiła i zachęcała do kolejnej próby. Zdarzało się  jednak, że temu, który był zręczniejszy , czy miał  danego dnia więcej szczęścia (niż rozumu zapewne) , maszyna z cudownie rozlegającym się brzmieniem, niczym w kasynie de Royal wypluwała podwójnie, potrójnie a nawet poczwórnie srebrzyste jedno złotówki. Radość i nadzieja na kolejną wygraną wracała. Niestety tylko na chwilę, bo ilość pożeranych przez maszynę monet znów bezlitośnie wzrastała. Tato powiedział mi, że w tamtych czasach taka złotówka miała wartość dwóch lizaków i to było coś dla dzieciaka.  
Ten sam Wiciu , po czterdziestu pięciu latach odnalazł swoją magiczną maszynę gdzieś pod Krakowem, zażarcie wytargował  i przytaszczył do domu.  Kiedy wypluła mu pierwsze dwie pięciozłotówki ( obecnie tylko takie do niej pasują)  radość wróciła jak wtedy , gdy po raz pierwszy wygrał na cztery lizaki. 

Maszyna Wicia  foto. Muszka


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Czarna nie koniecznie nora ;)

Skąd wziął się  nowy trend na czarne domy w Skandynawii? Czyżby po raz kolejny zazdrość szlachty o architektoniczne rozwiązania sąsiadów z zaboru pruskiego? Najpierw Falurod, inspirowany cegła , a teraz szachulec w wersji drewnianej? Tylko, że czarno-białe domy szachulcowe, potocznie zwane "domami w kratę",  budowane były w XIX wieku, a te drewniane skandynawskie powstają we współczesnych czasach. A może to tylko błędne skojarzenie? Może upodobania czerni mają swoje uzasadnienie w odwiecznej kulturze budownictwa skandynawskiego? Przecież żadna inna narodowość (no może poza Japonią) nie jest  tak znana z prostoty i oszczędności w architekturze, z geometrycznych kształtów swoich nowoczesnych domów. A łączenia kontrastujących ze sobą kolorów w  kombinacjach dwóch , czasem trzech innych barw jak np. biel-czerwień, biel-czerń, biel-błękit czy z mojej ulubionej potrójnej biel - czerwień- czerń to przecież typowe dla Skandynawów. Gdzie indziej na świecie, ktoś mógłby zaprojektować dom, który w białym śniegu wygląda jak na czarno- białej fotografii , a jedynym  dowodem na to , że nie widzimy monochromatycznie jest czerwone krzesło w wielkiej witrynie okiennej? Myśląc o Japonii uświadomiłam sobie , że przecież głównym czynnikiem w budownictwie są warunki klimatyczne, do których dostosowują się mieszkańcy. Japońskie konstrukcje z bali i papieru , są lekkie ponieważ tereny na których stoją narażone są na liczne trzęsienia ziemi. A u mieszkańców północy niemal pewne jest, że śnieżna pogoda nie opuści ich przez co najmniej pół roku, a słońce schowa się za chmury i skróci dzień do kilki godzin.  Dlatego biel we wnętrzach ich domów to zwyczajnie wybór światła. Im więcej bieli tym wolniej będzie wkradać się zapadająca noc. A czarne smoliste domy? Poza  faktem, że wyglądają zjawiskowo , to farba przyciąga promienie słoneczne i ogrzewa powierzchnię domu. Mimo iż temperatury spadają   o wiele niżej niż w Polsce , nie często buduje się tam domy z cegły. Ciepło jest kwestią izolacji.  A u nas, choć zimą temperatury potrafi spaść nawet do - 20 C a dzień skraca się do 5 godzin wydaje nam się, że beton to beton gruby utrzyma ciepło ,a w domu powinniśmy pomalować ściany na brąz, wstawić solidne dębowe meble , skórzane kanapy i koniecznie ciemną podłogę, może być drewno , ale musi być mahoń , ciemny orzech albo palisander. Tak więc drogie polskie misie może warto przemyśleć w jakiej jaskini czujemy się najlepiej i przygotować ją na kolejne długie zimowe miesiące. Nie będziemy przecież w niej tylko spać :)
Foto z albumu

Foto z albumu


Nasz letni dom  . Foto ktoś z rodziny :)
Moja mama przygotowała nam ślubną kolację na tarasie :) Foto Muszka

Ławeczka w naszym wynajętym domu Foto Muszka
Dom widok z drugiej strony Foto Muszka

Dom szachulcowy na Bornholmie Foto Malcu

czwartek, 28 listopada 2013

Kolory Skandynawii

Gdy myślę o Skandynawii  wyobrażam sobie drewniane chaty czerwone jak muchomory wystające spod śniegu w sosnowym lesie. Dlaczego czerwone? Podobno tamtejsza szlachta zazdrosna o ceglane niemieckie domy, wynalazła kolor o nazwie faluröd, przypominająca ceglany. Pierwotny faluröd w swoim składzie zawierał pigment ze szlamu bogatej w żelazo ziemi, wodę, dziegieć (powstająca w wyniku rozkładowej suchej destylacji kory brzozowej), szare mydło , mąkę żytnią i co ciekawe również ... mocz , czyli naturalny amoniak. Eko farba ! Malowanie drewnianych domów w tym kolorze stało się tradycją, którą trwa do dziś. Podczas mojej podróży przedślubnej, ślubnej i poślubnej na wyspę Bornholm zauważyłam , że Duńczycy lubują się nie tylko w czerwonym, ale nie rzadko pokrywają swoje drewniane domy barwą słoneczników, błękitu , malują je na biało-czarno ( szczególnie widać to w konstrukcji szachulcowej, która charakteryzują się pobielaniem fasady z gliny, poprzedzielanej smolistymi drewnianymi belkami) i w ostatnim krzyku mody kolorze czarnym z akcentami bieli we framugach okien czy drzwi. Wydawać by się mogło,że architektura Danii podlega pewnej dyscyplinie, która nie pozwala wyłamać się z konkretnej palety barw . Nie jestem jednak pewna, czy to dyscyplina, czy bardziej przyzwyczajenie i zamiłowanie mieszkańców do kolorów, które otaczają ich w naturze, odzwierciedlając błękit przejrzystego nieba , kolor morza czy złocistych kłosów na  rozległych polach. To, co mnie najbardziej zastanawia , a równocześnie zachwyca, to ostatnia moda na kolor czarny. O tym gdzie , w jaki sposób i dlaczego postaram się napisać w kolejnym moim blogowym  małym rozmyślaniu o architekturze skandynawskiej :) 

Z albumu , który znalazłam na Bornholmie

Z albumu , który znalazłam na Bornholmie

Jeden z budynków bornholmskiej wędzarni. Foto Muszka

Domki letniskowe na Bornholmie Foto Muszka



niedziela, 11 listopada 2012

MISKA- Muszkowa wizja powstania


Miska. 
To chyba najstarsze naczynie jakie stworzył człowiek. Pierwszą miską były jego własne ręce , które splecione zanurzał w wodzie , by napić się ze źródła. Wtedy odkrył , że wszystko co ma dno i ścianki może utrzymać ciecz. Zaczął szukać podobnych kształtów do splecionych rąk. Znalazł wodę na dnie głębokiego skórzanego liścia , w śladach zwierzęcych stóp odciśniętych w glinie, w wydrążonej kroplą skale.  Człowiek , który prowadził koczowniczy tryb życia , potrzebował czegoś , co mógł zabrać ze sobą , a wszystkie te misy były nietrwałe , chwilowe albo zupełnie nie nadające się do transportu. Gdy strudzony dniem zasypiał nad paleniskiem, glina , z której ulepił sobie naczynie na kilka łyków wody, na chwilę wysunęła się z dłoni i wpadła do ognia. Nad ranem wśród popiołów odnalazł ją i spostrzegł, że nie spaliła się lecz nadal miała kształt , który jej nadał . To , co najbardziej go zdziwiło, to jej niezniszczalność , której nie miała wcześniej. Wziął w jedną dłoń włócznię, w drugą swoją piękną nową miskę i uradowany odkryciem poszedł  zapolować na smakowitą łanię, której ogonek dostrzegł tuż za drzewem. 
Foto.Muszka

Foto Muszka

Foto Muszka
Foto Muszka
Foto.Muszka



Foto Muszka